Był w pewnym mieście wysoki mur. Mur był wyższy niż dorosły mężczyzna i nie był szerszy niż stopa. Zaczynał się z jednej strony miasta i ciągnął na drugi kraniec. Dzieci wchodziły na niego po przyciągniętych skrzynkach i pudłach. Jeden chłopiec wciągnął na górę rower i zaczął jeździć po murze. Kolegom bardzo się to spodobało. Chłopiec uwielbiał jeździć po murze. Któregoś dnia pewien dorosły, przyszedł i wyjaśnił chłopcu, że nikt nie potrafi jeździć po tak wąskim murze. Jeżdżenie po takim murze jest po prostu niemożliwe. Następnym razem, kiedy chłopiec chciał pojechać po murze, spadł i złamał rękę.
Mam wadę wzroku. Poajwiła się w czasach liceum, początkowo jako niewielka krótkowrzoczność. Okulista polecił mi nosić korekcyjne okulary. Początkowo 0,5 dioptrii. Kiedy po kilku miesiącach wada nie ustąpiła, polecił mi mocniejsze okulary. Z wiekiem wada pogłąbiła się do 4 dioptrii. Kilka lat temu kupiłem książkę „Samouzdrowienie wzroku”. Powtarzałem kilka ćwiczeń przez jakiśkrótki czas. Pojawiła się drobna poprawa, ale nie było to całkowite uzdrowienie więc zniechęciłem się i uznałem się za naiwniaka nabitego w butelkę. Oddałem książkę pierwszemu lepszemu koledze i o książce jak i o koledze zapomniałem. To było jakieś 4 lata temu. Kilka dni temu, spotkałem tego samego znajomego bez okularów (miał 6 dioptrii). Zapytałem czy teraz nosi soczewki kontaktowe. On odpowiedział, że nie – dzięki mojej książce (oraz ćwiczeniom Qigong) uleczył swój wzrok całkowicie. Jak to możlwe – zapytałem. On nieco zaskoczony moim niedowierzaniem odpowiedział, że po prostu regularnie powtarzał ćwiczenia opisane w książce.