Małe Prace – wernisaż

Zapraszamy na wernisaż prac Małgosi Plichty.
Nowogrodzka 25 lok 33. Piątek 13.IV – 18.00


Najważniejsze jest TERAZ i trzeba się nie bać wyssać to TERAZ do końca, potem odrzucić i zastanowić się, jakby następne TERAZ najlepiej wykorzystać. Zastanawia mnie w tym tylko jedno: nie jest to ani „Carpe diem” Horacego, „ani apres nous le deluge”. Do pierwszego potrzeba spokoju, do drugiego znudzenia lub zmęczenia. Nie wiem
Wcale nie jest tak trudno opisać rzeczy dostrzeżone. O wiele trudniej jest dostrzegać.

Prawdziwy pisarz to nie ten, który dobrze pisze – to ten, który najwięcej dostrzega.
Andrzej Bobkowski „Szkice piórkiem”

Dzisiejsza wystawa wynikła trochę przypadkiem i bardzo dobrze, bo inaczej pewnie nadal zastanawiałabym się czy jestem gotowa żeby przygotować wystawę indywidualna.
Chciałam pokazać nowe prace przede wszystkim, dlatego, ze po raz pierwszy od dawna bardzo dobrze mi się pracowało. Nie było tylu napiec, takiego natłoku myśli. Miałam swoje miejsce do pracy, kilka godzin samotności i wiedziałam, ze musze dobrze skorzystać z tego czasu. Cieszyłam się nim i nie rozpamiętywałam już ze ciągle mi go brakuje.

O dawna wiem, ze skoncentrowanie się na tym, co jest DZIŚ i skupienie całej uwagi na tym, co w danej chwili robimy jest jednym sposobem na prawdziwe przezywanie rzeczywistości. Ode mnie wymaga sporo wysiłku, bo często pracując lub wykonując jakakolwiek czynności (często nielubiana), myślami jestem gdzie indziej, albo myślę nad tym, co już się zdarzyło albo nad tym, co będzie. W ten sposób nigdy nie mogę doświadczyć chwili obecnej.

Mnie samą zaskoczył fakt, ze pracując nad ta wystawa udało mi się doświadczyć, wspominanego w cytacie TERAZ., Przypuszczam, ze stało się tak, dlatego, ze w końcu przestało mi tak strasznie zależeć na tym, ze musze sobie samej cos udowodnić.
Wiem, ze nadal Istnieje wielki rozdźwięk miedzy tym, co chciałabym, przez te rysunki, powiedzieć, a tym, co rzeczywiście mowie. Jeżeli miałabym odpowiedzieć na pytanie, „o czym to jest?” To pewnie najszczerzej byłoby napisać o tym, co było najważniejsze, wtedy, kiedy nad nimi pracowałam.

Najważniejsze było poczucie świadomego przezywania teraźniejszości.
Bardzo chciałabym, żeby język, jakim się posługuję stawał się coraz bardziej czytelny, tak żeby było można obejść się bez słów.

Wystawę dedykuje mojemu Dziadkowi
Małgosia Plichta

Cierpliwość

Cały czas się do czegoś przygotowujemy. Każdy z nas jest na jakiejś drodze (żeby nie powiedzieć ścieżce). Przygotowujemy się do egzaminów, do nowej pracy, do zmiany pracy, do emerytury, do nadchodzących Świąt, do wakacji, do pójścia na spacer, do rozmowy, do przeskoczenia kałuży. Przypinamy papier i temperujemy ołówek, przygotowując się do rysunku. Rysując, przygotowujemy kontur, aby później go wypełnić światło-cieniem. Ciemne i jasne partie są przygotowaniem do zbudowania przestrzeni i tak dalej. W każdym działaniu, oprócz aspektu stawania się i dokonania, jest aspekt gromadzenia i budowania. Niestety, tak pożądamy efektu, że zapominamy o przygotowaniu. Droga wydaje nam się mozolnym i zbędną przeszkodą uniemożliwiającą nam osiągnięcie celu. Dlatego nasz umysł szuka drogi na skróty. Jeśli jesteśmy dostatecznie szczerzy ze sobą, prędzej czy później przekonamy się, że nie ma drogi na skróty. „Wszystko wymaga swego” jak mawia pewien mędrzec. Gdy się o tym przekonamy, jest wysoce prawdopodobne, że ogarnie nas zniechęcenie. Opadniemy z sił, gdy zobaczymy że cel jest daleki, a prodróż długa i wymagająca. To znak że niedoceniamy Drogi. Znak, że patrzymy na tylko jeden aspekt naszego działania – chcemy efektów, ale nie dostrzegamy sensu w całym splocie trudu, który do nich prowadzi. To nie dotyczy tylko rysunku. Całe życie można spędzić w ten sposób – marząc i czekając na czas w życiu, kiedy wreszcie będziemy szczęśliwi.

Nie czekaj i nie zniechęcaj się, jeśli nie osiągnąłeś/łaś tego do czego dążysz.
Obserwuj na ile, to co robisz dzisiaj służy Twojej realizacji.

..i bądź kosmicznie cierpliwy/a.

Czasem prosto znaczy w prawo

Pewien mistrz Zen został zaproszony, razem ze swoim uczniem do pobliskiego klasztoru. Postanowili pojechać samochodem ucznia. Obaj wsiedli do auta i ruszyli. Klasztor był bardzo blisko, należało na pierwszym skrzyżowaniu po prostu skręcić w prawo i przejechać kilkaset metrów.
Gdy zbliżali się do skrzyżowania, mistrz nagle powiedział – Prosto!
Uczeń, posłuchał i pojechali dalej.
Gdy zbliżyli się do drugiego skrzyżowania, mistrz powtórzył – Prosto.
Uczeń nieco zdenerwowany, także tym razem usłuchał mistrza.
Na trzecim skrzyżowaniu, uczeń zwolnił, lecz mistrz ponownie kazał mu jechać prosto.
Uczeń zatrzymał samochód i powiedział – Mistrzu, klasztor jest po prawej stronie, nigdzie nie dojedziemy jadąc ciągle prosto!
Na co mistrz się uśmiechnął i odpowiedział – czasem prosto znaczy w prawo.

…i skręcili w prawo.

Nieingerowanie

Komentarz do wypowiedzi Jerzego Nowosielskiego (http://sciezka.art.pl/2012/02/jest-sie-nikim/) przywołuje ponownie pytanie o rolę i miejsce twórcy. Rodzi też pytanie, czy odniesienie twórcy do siebie samego ma znaczenie dla odbioru lub wartości dzieła?

Robert Bringhurst, poeta i typograf, napisał genialną książkę „Elementarz stylu w typografii”. Tę książkę powinni przeczytać nie tylko specjaliści od składania tekstu, ale naprawdę każdy, kto podejmuje się twórczego działania. W tej właśnie książce przeczytałem, że zadaniem typografa jest „twórcze nieingerowanie”.

Brighurst, przed rozpoczęciem pracy, poleca dokładne zapoznanie się z tekstem. Należy zrozumieć go, ale i poznać tempo, objętość, strukturę logiczną, metodę myślenia autora. Przestrzega, że typografia jest istotnym aktem interpretacji, w którym roi się od okazji do wykazania się głębokim zrozumieniem albo tępotą. Co więcej, ostrzega też że w źle zaprojektowanej książce, litery będą się „słaniać jak wygłodniałe konie w polu”.

Według Bringhursta, typografa obowiązuje najwyższy szacunek wobec tekstu.
„Dobrze dobrane słowa zasługują na dobrze dobrane litery”.

Z drugiej strony, zobowiązuje do skromności i uczciwości:
„Typograf czerpie przyjemność z możliwości wyjaśnienia tekstu, a może nawet z jego uszlachetnienia, ale nie ze zwodzenia czytelnika na manowce za pomocą farb i zapachów kamuflujących pustkę treści”.

Niech to co staramy się poznać, będzie dla nas jak treść listu.
Jest to list, który musimy sami napisać, lecz to nie my jesteśmy autorem treści.
W tym pisaniu bądźmy uczciwi i skromni jak drukarz Bringhursta.

Dokąd zmierzasz?

Zanim zabierzesz się do nauki czegokolwiek, odpowiedz sobie na pytanie czego poszukujesz?

Tylko wtedy, kiedy wiesz JAKI JEST TWÓJ CEL I DLACZEGO chcesz go osiągnąć, możesz postawić sobie pytanie: „Jak się do tego zabrać?”. W przeciwnym razie będziesz błądzić po omacku, a Twoje poszukiwania staną się długie i męczące. Nawet jeśli coś opanujesz, będą to kwiaty, które z czasem zwiędną i przestaną Cię cieszyć.

Zadajemy sobie zbyt mało pytań. Bezkrytycznie dajemy się unieść pierwszej lepszej myśli i koncepcji na życie. Potem boimy się rewidować własne poglądy. Z lenistwa i strachu powiekszamy bezwład własnej egzystencji. Ale, nie chodzi o to by wiosłować, tak jak nie o to, by unosić się biernie na powierzchni. Trzeba wiedzieć dlaczego się to robi.

Kiedy ciągle będziesz zadawać sobie te pytania, Świat zacznie Ci odpowiadać, zacznie Ci pomagać, zaczniesz dostrzegać sens. W końcu pojawią się też metody i umiejętności.

Warsztaty z kaligrafii

Zapraszamy na cykl warsztatów kaligraficznych pt. „Zapis własny”, które prowadzić będą Lech Żurkowski i Konrad Świtała. Warsztaty są bezpłatne, będą odbywać się co miesiąc w Muzeum Literatury w Warszawie.

Organizujemy jedną grupę, która uczestniczyć będzie w sześciu zajęciach w ciągu roku. Zgłoszenia do grupy (maksymalnie 20 uczestników, decyduje kolejność zgłoszeń) przyjmujemy e-mailem: info@muzeumliteratury.pl (w temacie „Zgłoszenie – Zapis własny”).

Pierwsze zajęcia odbędą się 15 lutego (środa) godz. 18.00 w Muzeum Literatury na Rynku Starego Miasta 20 w Warszawie.

Więcej na: http://muzeumliteratury.pl/zapis-wlasny-zgloszenia-na-warsztaty-z-kaligrafii/

Niewinność

Był w pewnym mieście wysoki mur. Mur był wyższy niż dorosły mężczyzna i nie był szerszy niż stopa. Zaczynał się z jednej strony miasta i ciągnął na drugi kraniec. Dzieci wchodziły na niego po przyciągniętych skrzynkach i pudłach. Jeden chłopiec wciągnął na górę rower i zaczął jeździć po murze. Kolegom bardzo się to spodobało. Chłopiec uwielbiał jeździć po murze. Któregoś dnia pewien dorosły, przyszedł i wyjaśnił chłopcu, że nikt nie potrafi jeździć po tak wąskim murze. Jeżdżenie po takim murze jest po prostu niemożliwe. Następnym razem, kiedy chłopiec chciał pojechać po murze, spadł i złamał rękę.

Mam wadę wzroku. Poajwiła się w czasach liceum, początkowo jako niewielka krótkowrzoczność. Okulista polecił mi nosić korekcyjne okulary. Początkowo 0,5 dioptrii. Kiedy po kilku miesiącach wada nie ustąpiła, polecił mi mocniejsze okulary. Z wiekiem wada pogłąbiła się do 4 dioptrii. Kilka lat temu kupiłem książkę „Samouzdrowienie wzroku”. Powtarzałem kilka ćwiczeń przez jakiśkrótki czas. Pojawiła się drobna poprawa, ale nie było to całkowite uzdrowienie więc zniechęciłem się i uznałem się za naiwniaka nabitego w butelkę. Oddałem książkę pierwszemu lepszemu koledze i o książce jak i o koledze zapomniałem. To było jakieś 4 lata temu. Kilka dni temu, spotkałem tego samego znajomego bez okularów (miał 6 dioptrii). Zapytałem czy teraz nosi soczewki kontaktowe. On odpowiedział, że nie – dzięki mojej książce (oraz ćwiczeniom Qigong) uleczył swój wzrok całkowicie. Jak to możlwe – zapytałem. On nieco zaskoczony moim niedowierzaniem odpowiedział, że po prostu regularnie powtarzał ćwiczenia opisane w książce.

Ślad ręki

Czym jest ślad ręki i czy jest istotny?

Długo można dyskutować o tym czym jest ślad ręki, czym jest dzieło i w końcu czym jest sztuka. Wybaczcie uproszczenia i skoki myślowe. Dzielę się tym co chodzi mi po głowie, od czasu gdy mój przyjaciel zaproponował mi udział w warsztacie kaligrafii. Wiele wątków nadaje się na dłuższą dyskusję, a może nawet na wieloletnie studia.

W pytaniu o istotność, chodzi mi o istotność względem samego dzieła. To znaczy, czy ślad ręki, dająca się wyróżnić, unikalna forma posługiwania się narzędziem malarskim, ma znaczący wpływ na przekaz-odbiór dzieła?

Jeżeli potraktujemy dzieło sztuki jako istniejące zarówno w wymiarze materialnym jak i pozazmysłowym, wówczas ślad ręki (a może trafniej – ruch ręki), będzie pomostem łączącym oba te światy. Będzie on nierozłączny od samego dzieła i funkcjonujący w dwóch wymiarach. W jednym wymiarze, ślad narzędzia obecny jest materialnie jako fizyczny kształt, kierunek, intencja, siła, natężenie, a nawet może nawet brzmienie i ruch. W drugim wymiarze, niematerialnym, ślad  już jako ożywiony ruch odsłania rzeczywistość wykraczającą poza ramy samego dzieła. Oryginalny zapis jest w stanie pokonać tę, nieprzekraczalną dla zmysłów granicę, właśnie ze względu na swoją oryginalność. I tu znowu wyjaśnienia wymaga pojęcie oryginalny, które oznacza w pierwotnym swoim znaczeniu tyle co autentyczny, świeży i bezpośredni ( w odróżnieniu od współczesnego znaczenia oryginalności jako czegoś wyróżniającego się). Zatem zapis, który nie jest imitacją lub martwym powtórzeniem, swoje źródło i siłę czerpie po „tamtej stronie”. W ten sposób staje się jej świadectwem i umożliwia odbiorcy ‘podróż’ powrotną.

W tym znaczeniu, sztuka jest aktem mistycznym, a ślad ręki – symbolem. Powtarzając za prof. Juszczakiem „Ręka jest narzędziem, które zdolne jest zakryć lub odsłonić to co duchowe”. Jednak należy pamiętać, że sens jest w podążaniu za ręką twórcy, a nie we wpatrywaniu się w nią (czyli w jej ślad). Inaczej będziemy jak ten głupiec co patrzy na palec zamiast na księżyc. I w tym rozumieniu ślad ręki ma totalne znaczenie – jako akord przenoszący nas na drugą stronę – i jednocześnie nie ma żadnego znaczenia jeśli patrzymy tylko na ślad.

Czy stosowanie nowoczesnej techniki, a zwłaszcza grafiki komputerowej i programów, może zagrozić opisanej funkcji sztuki? Co do własnej istoty – to nie. Komputer nie różni się niczym od osmolonego patyka. Jednak człowiek malujący w podziemnych świątyniach (jaskiniach) był nie-oddzielny od świata, był z nim całkowicie zespolony. Obrazy w jaskiniach nie były dla niego obrazami. Przedstawione istoty były całkowicie żywe i realne. Czy używając bardziej zaawansowanej i bezpieczniejszej (nie ma m.in. ryzyka pożarcia przez niedźwiedzie) technologii, wygładzając linie i dodając rastry, coraz to bardziej nie oddalamy się od pierwotnej funkcji sztuki? Czy nie skupiamy się zanadto na samym narzędziu lub na fizycznym aspekcie dzieła?

Rabbi Nachman napisał „Jak ręka trzymana przed oczami zasłania największą górę, tak małe ziemskie życie przesłania nam ogromne światła i tajemnice, których pełen jest świat, i ten, kto potrafi odsunąć je sprzed oczu, jak odsuwa się rękę, ujrzy wielki blask wewnętrznych światów”.

K.