Cały czas się do czegoś przygotowujemy. Każdy z nas jest na jakiejś drodze (żeby nie powiedzieć ścieżce). Przygotowujemy się do egzaminów, do nowej pracy, do zmiany pracy, do emerytury, do nadchodzących Świąt, do wakacji, do pójścia na spacer, do rozmowy, do przeskoczenia kałuży. Przypinamy papier i temperujemy ołówek, przygotowując się do rysunku. Rysując, przygotowujemy kontur, aby później go wypełnić światło-cieniem. Ciemne i jasne partie są przygotowaniem do zbudowania przestrzeni i tak dalej. W każdym działaniu, oprócz aspektu stawania się i dokonania, jest aspekt gromadzenia i budowania. Niestety, tak pożądamy efektu, że zapominamy o przygotowaniu. Droga wydaje nam się mozolnym i zbędną przeszkodą uniemożliwiającą nam osiągnięcie celu. Dlatego nasz umysł szuka drogi na skróty. Jeśli jesteśmy dostatecznie szczerzy ze sobą, prędzej czy później przekonamy się, że nie ma drogi na skróty. „Wszystko wymaga swego” jak mawia pewien mędrzec. Gdy się o tym przekonamy, jest wysoce prawdopodobne, że ogarnie nas zniechęcenie. Opadniemy z sił, gdy zobaczymy że cel jest daleki, a prodróż długa i wymagająca. To znak że niedoceniamy Drogi. Znak, że patrzymy na tylko jeden aspekt naszego działania – chcemy efektów, ale nie dostrzegamy sensu w całym splocie trudu, który do nich prowadzi. To nie dotyczy tylko rysunku. Całe życie można spędzić w ten sposób – marząc i czekając na czas w życiu, kiedy wreszcie będziemy szczęśliwi.
Nie czekaj i nie zniechęcaj się, jeśli nie osiągnąłeś/łaś tego do czego dążysz.
Obserwuj na ile, to co robisz dzisiaj służy Twojej realizacji.
..i bądź kosmicznie cierpliwy/a.









